Jestem trochę jak Magda G. Jak wygląda realizacja strony ze mną, krok po kroku
Jeden projekt zamiast trzech, płatność po realizacji, 30 dni roboczych, domena na Twoje dane. Cały proces współpracy bez drobnego druku i niespodzianek.

Kiedy mówię klientowi, że nie przygotuję trzech projektów strony do wyboru, czasem widzę krótkie zdziwienie.
Przecież trzy propozycje brzmią jak większa wartość. Można porównać, wybrać kolory i poczuć, że bierze się udział w projektowaniu.
Tylko po co zatrudniać specjalistę, jeśli na końcu to klient ma zdecydować, który układ najlepiej odpowiada zachowaniu jego odbiorców?
Dlatego mówię, że jestem trochę jak Magda Gessler. Najpierw robię research, poznaję firmę i sprawdzam konkurencję. Potem przygotowuję jeden kierunek, za którym potrafię stanąć. Klient nadal może zgłosić poprawki, ale nie dostaje konkursu piękności między trzema przypadkowymi wariantami.
Zanim zadzwonię, już trochę o Tobie wiem
Przed rozmową oglądam obecną stronę, Profil Firmy w Google, social media i firmy z okolicy. Dzięki temu nie pytam, czy klient ma Facebooka, skoro mogłem sprawdzić to sam.
Podczas rozmowy interesuje mnie przede wszystkim biznes. Skąd przychodzą klienci? Które usługi są najbardziej opłacalne? Co firma chce rozwijać? Gdzie realnie działa? Co obecna strona robi źle?
Na tej podstawie powstaje podsumowanie: zakres, lista podstron, termin i konkretna cena. Ustalamy ją przed startem i tego się trzymam. Żadnych niespodzianek i dopisywania na końcu pozycji, o których nie rozmawialiśmy.
Klient nie dostaje pracy domowej z pisania strony
Potrzebuję informacji o usługach, zdjęć z realizacji, logo i danych firmy. Mogą przyjść mailem, przez WhatsApp albo podczas rozmowy. Nie każę klientowi pisać tekstów ani planować menu.
To ja przygotowuję strukturę i treści pod klienta, Google oraz narzędzia AI. Właściciel firmy sprawdza później merytorykę: czy nie pomyliłem technologii, zakresu, nazw albo terminów. Duży ciężar z niego ściągam, bo właśnie treści po stronie klienta najczęściej blokują realizację na wiele miesięcy.
Dlaczego pokazuję jeden projekt?
Kierunek wizualny powstaje po analizie marki i branży. Przygotowuję stronę główną i pokazuję ją w pełnym widoku. Nie wysyłam trzech wersji tylko po to, żeby jedna przegrała.
Jeśli coś wymaga zmiany, rozmawiamy o powodzie. „Nie podoba mi się” jest ważną informacją, ale jeszcze ważniejsze jest pytanie: co dokładnie nie pasuje do firmy albo jej klientów?
W zdecydowanej większości realizacji główny kierunek jest akceptowany bez większych zmian. Nie dlatego, że klient nie ma prawa głosu. Dlatego, że decyzje zostały podjęte wcześniej na podstawie researchu, a nie po otwarciu palety kolorów.
Nie pokazuję placu budowy jako gotowego domu
Podczas budowy nie wysyłam linku po każdej sekcji. Na roboczej stronie część przycisków jeszcze nie działa, teksty mogą być w trakcie układania, a wersja mobilna nie jest dokończona. Ocenianie jej wtedy przypomina oglądanie domu bez podłóg i pytanie, dlaczego nie da się jeszcze mieszkać.
Klient dostaje link, gdy całość jest gotowa do normalnego przejścia. Wtedy sprawdza treści, formularze, telefony i wszystkie podstrony. Poprawiamy merytorykę, a po akceptacji przenoszę serwis na docelową domenę.
Stara strona działa do momentu uruchomienia nowej. Przy przebudowie istniejącej strony pilnuję adresów i przekierowań, żeby nie wyrzucić historii w Google.
Strona należy do klienta
Domena i serwer są na dane firmy. Mówiąc wprost: ja nie chcę być właścicielem Twojej strony. Mam ją zaprojektować, wdrożyć i pomóc Ci z niej korzystać.
Rozliczenie następuje po realizacji — konkretne kwoty znajdziesz w cenniku stron internetowych. Nie biorę zaliczek i działam tak od lat. Jestem na tyle pewny procesu, że najpierw pokazuję gotowy efekt, a dopiero potem wystawiam fakturę.
Standardowy termin to 30 dni roboczych od potwierdzenia zakresu i przekazania potrzebnych materiałów. Nie obiecuję „na przyszły tydzień”, jeśli wiem, że nie da się tego dowieźć porządnie.
Co dzieje się po uruchomieniu?
Nie znikam po wystawieniu faktury. W praktyce z większością klientów przechodzimy na prosty kontakt przez WhatsApp. Jeśli drobna zmiana zajmuje kilka minut, zwykle robię ją bez tworzenia osobnej wyceny. Większe elementy — na przykład nowa podstrona usługi — rozliczamy według ustalonego cennika.
Najczęstsza „awaria”, z którą wracają klienci? Zapomniana płatność za domenę albo serwer. Serio. Na szczęście zwykle da się to odkręcić szybciej niż prawdziwy problem techniczny.
Research, jasny zakres, jedna przemyślana koncepcja, weryfikacja i uruchomienie. Bez drobnego druku. Tyle.
Więcej o tym, dlaczego pracuję właśnie tak, piszę na stronie dlaczego warto ze mną pracować. Efekty zobaczysz w realizacjach stron internetowych.