Przebudowa starej strony bez utraty pozycji w Google
Dobrze poprowadzona przebudowa nie kasuje historii strony — gra na niej. Zobacz, co musi zostać, a co się zmienia. Case: miesiąc i 400% więcej zgłoszeń.

Twoja brzydka strona z 2015 roku ma coś, czego konkurencja nie kupi za żadne pieniądze. I ktoś Ci właśnie doradza, żebyś to wyrzucił.
„Jak zrobimy stronę od zera, to wszystko, co uzbieraliśmy przez 15 lat, zniknie.” Usłyszałem to od właścicielki gabinetu — ktoś kiedyś tak jej powiedział i siedziało jej to w głowie. Nie zgadzam się. Powiem więcej: dobrze poprowadzona przebudowa nie kasuje historii strony, tylko na niej gra. Za to źle poprowadzona faktycznie potrafi położyć firmę na łopatki. Cała różnica siedzi w kilku rzeczach, które trzeba zrobić — i w kilku, których robić nie wolno.
Jak nowa strona dała 400% więcej zgłoszeń w miesiąc?
Robiłem stronę dużej kancelarii od odszkodowań za szkody górnicze. Ich strona miała 10 lat. Działała, miała ruch, miała historię w Google — ale wyglądała jak z innej epoki i klientów raczej odstraszała, niż przekonywała. Ktoś na nią wchodził, widział poprzednią dekadę i uciekał, zanim przeczytał, co ta kancelaria w ogóle potrafi.
Zbudowaliśmy ją od nowa, ale z zachowaniem tego, co nazywam higieną pracy: adresy URL zostały te same, najważniejsze nagłówki zostały, merytoryka w ogólnym rozrachunku została — tylko rozbudowana i ułożona pod dzisiejsze standardy.
Efekt? Przez pierwszy miesiąc na nowej stronie kancelaria miała 400% więcej zgłoszeń niż wcześniej przez całe pół roku.
I tu ważne rozróżnienie, żebym nie czarował. Ten skok w pierwszym miesiącu to przede wszystkim konwersja, nie SEO. Ruch był podobny — tylko strona wreszcie zaczęła przekonywać ludzi, którzy na nią wchodzili, zamiast ich płoszyć. Wzrosty z samej wyszukiwarki przychodzą później, przez kolejne miesiące. I przyszły — właśnie dlatego, że historia strony została zachowana. Dwa efekty, dwa różne tempa.
Nie każdą stronę tak podbijesz i nie każda branża tak reaguje. Ale mechanizm jest zawsze ten sam: stara strona ma kapitał, którego nowa nie dorobi się przez lata. Trzeba go przenieść, a nie wyrzucić.
Czym właściwie jest „historia strony”?
Twoja strona — nawet jeśli ktoś sklecił ją na kolanie w 2019 przy zakładaniu firmy — przez te lata coś wypracowała. Google ją zna. Wie, od kiedy istnieje, o czym jest, kto na nią linkuje, która podstrona odpowiada na które pytanie. To wiek i zaufanie, których nie kupisz — dostajesz je tylko za przepracowany czas.
Dlatego start od zera — nowa domena, nowe adresy, wszystko świeże — to dobrowolne oddanie przewagi. Wychodzisz na ring jako firma, która pojawiła się wczoraj, i bijesz się ze stronami siedzącymi w wynikach od dekady. Po co, skoro tę przewagę już masz w kieszeni?
Co musi zostać przy przebudowie?
Po pierwsze: adresy URL. Jeśli Twoja podstrona o upadłości konsumenckiej ma adres /upadlosc-konsumencka, to po przebudowie ma mieć dokładnie ten sam. A jeśli struktura z jakiegoś powodu musi się zmienić — każdy stary adres dostaje przekierowanie 301 na nowy odpowiednik. Bez wyjątków. Każdy zgubiony adres to zgubiony kawałek historii.
Po drugie: merytoryka. Jeśli stara strona ma dużo treści — a widziałem serwisy z czterdziestoma kilkoma podstronami usług, każdy zabieg opisany ze wskazaniami i przeciwwskazaniami — to jej największy atut. Tego się nie kasuje. Rozbudowuje się do dzisiejszych standardów: dla kogo, po co, jak przebiega, ładnie ułożone, przygotowane pod telefon.
Po trzecie: to, co działa. Jak na starej stronie jest zakładka, która ściąga ruch, to w nowej ma być mocniejsza — a nie wylecieć, bo „nie pasowała do projektu”. Zabijanie zakładki, która przyprowadza klientów, bo psuła układ, to strzał we własne kolano.
To co się właściwie zmienia?
Skoro tyle zostaje — zmienia się wszystko, co klient widzi i czuje.
Dziewięć na dziesięć wejść to dziś telefon. Strona z 2015 roku na telefonie wygląda, jak wygląda, a klient ma taki wybór, że nie będzie się męczył. Wchodzi, widzi, że utknąłeś jedenaście lat temu, i idzie dalej. Nie ma się co dziwić, że nie dzwoni — to nie jego wina, to wina strony.
Zmienia się też układ treści. Dziś każda podstrona usługi musi działać jak samodzielny mini-landing: co robimy, dla kogo, jak wygląda proces, jakie mamy dowody — opinie, realizacje, case’y — i jak się skontaktować. Trochę pod klienta, trochę pod Google, trochę pod czata. Wszystko musi grać razem, bo wszyscy troje szukają dziś tego samego: konkretnej odpowiedzi na konkretne pytanie.
Co się dzieje ze stroną w trakcie przełączenia?
Nic. To najczęstsza obawa i najprostsza do rozwiania. Stara strona działa normalnie do samego końca. Nową buduję na roboczym serwerze, na roboczej domenie — klient ma podgląd, sprawdza treści merytorycznie, akceptuje. Dopiero wtedy przenosimy. Sama migracja to jakieś 30 minut chwilowej niedostępności, gdy jedno nadpisuje drugie. I tyle.
A na koniec czerwona lampka. Jeśli ktoś proponuje Ci „nową stronę” i nie pyta o obecne adresy, o to, które podstrony mają ruch, ani co ma zostać — on nie robi przebudowy. Robi Ci stronę od zera i wyrzuca do kosza wszystko, co przez lata wypracowałeś. Nawet jeśli ta stara była brzydka jak noc — jej historia w Google ma wartość.
Stare zostaje w adresach. Nowe wchodzi w wygląd i treść. A efekty potrafią przyjść szybko — jak u kancelarii: miesiąc i 400%.
Najczęstsze pytania
Czy przebudowa strony skasuje moje pozycje w Google?
Nie, jeśli jest zrobiona z głową. Adresy URL zostają te same, a gdy struktura musi się zmienić — każdy stary adres dostaje przekierowanie 301 na nowy. Wtedy historia strony zostaje przeniesiona, a nie wyrzucona. Pozycje kasuje dopiero zaczynanie od zera na nowych adresach.
Co się dzieje ze stroną w trakcie przebudowy?
Stara działa normalnie do końca. Nową buduję na roboczym serwerze i roboczej domenie, gdzie masz podgląd i akceptujesz treści merytorycznie. Przełączenie to około 30 minut chwilowej niedostępności, gdy jedno nadpisuje drugie.
Ile kosztuje przebudowa strony?
Trzymam jeden, prosty cennik: baza to 4000 netto za 5 zakładek, każda dodatkowa podstrona 250 netto. Teksty są w cenie. Ile zakładek, taki finalny koszt — żadnych niespodzianek doliczanych po drodze.
Jak długo trwa przebudowa?
Realizacja to 30 dni roboczych. Płatność jest po realizacji — nie biorę zaliczek, tak działam od 9 lat.
Muszę sam pisać teksty na nową stronę?
Nie. Teksty piszę pod SEO, AI i klienta — Ty sprawdzasz je tylko merytorycznie. Duży ciężar z Ciebie ściągam.
Skąd wiem, że ktoś robi przebudowę, a nie stronę od zera?
Po pytaniach. Jeśli wykonawca nie pyta o obecne adresy, o to, które podstrony mają ruch, ani co ma zostać — nie robi przebudowy, tylko wyrzuca Twoją historię do kosza.
Tak wygląda redesign strony internetowej u mnie: nowa jakość bez utraty tego, co już pracuje. Pokaż mi obecną stronę przy bezpłatnej konsultacji i wycenie.