Facebook Ci tego nie odda. Historia klienta, który stracił wszystko w jedną noc
Konto na Facebooku znika w jedną noc — strona zostaje, bo jest Twoja. Historia klienta, który stracił 2400 obserwujących, i piramida, która to układa.

Mój klient z branży budowlanej miał na Facebooku około 2400 obserwujących. Profil powstawał latami: zdjęcia realizacji, komentarze, polecenia i rozmowy z ludźmi.
Po uruchomieniu kampanii reklamowej ktoś przejął dostęp do konta. W kilka godzin wykorzystał ustawiony limit reklamowy — około 1500 zł — na własne reklamy. Potem konto zostało zablokowane.
Klient pisał, odwoływał się i próbował odzyskać profil. Bez skutku. Założył nowy. Dzisiaj ma na nim kilkudziesięciu obserwujących i, mówiąc wprost, ręce mu opadły.
Ta historia nie jest argumentem, żeby usuwać Facebooka. Sam korzystam z social mediów i reklam. Pokazuje tylko, co się dzieje, gdy cała obecność firmy stoi na wynajętym gruncie.
Na platformie jesteś gościem
Facebook, Instagram, TikTok i Profil Firmy w Google dają firmom ogromne możliwości. Nie należą jednak do nas.
Regulamin może się zmienić, zasięgi mogą spaść, profil może zostać zablokowany, a kontakt z pomocą techniczną nie zawsze przyniesie rezultat. Nawet gdy firma ma rację, ostateczna decyzja należy do właściciela platformy.
Nie jest to złośliwość. Tak po prostu działa cudza usługa. Dostajemy dostęp na określonych zasadach i musimy się ich trzymać.
Własna strona pełni inną rolę
Strona z domeną zarejestrowaną na firmę i serwerem opłacanym przez firmę jest aktywem, nad którym właściciel ma znacznie większą kontrolę. Może przenieść ją do innego dostawcy, zmienić wykonawcę, zachować treści i rozwijać strukturę przez lata.
Dlatego przy realizacji strony internetowej pilnuję, żeby domena i hosting były kupowane na dane klienta. Ja wykonuję usługę. Nie chcę być właścicielem jego strony ani trzymać jej jako zakładnika.
Oczywiście również strona może zostać zhakowana albo czasowo wyłączona. Nie będę opowiadał, że jest niezniszczalna. Różnica polega na własności i możliwości reakcji: masz dostęp, kopie zapasowe, wybór serwera i możliwość przeniesienia całego serwisu.
Social media i strona nie konkurują
„Ale ja mam klientów z Facebooka”. Super. Nie rezygnuj z kanału, który działa.
Facebook i Instagram dobrze łapią uwagę. Pokazują realizacje, budują kontakt z odbiorcami i pozwalają szybko dotrzeć z reklamą. Trudniej jednak uporządkować tam pełną ofertę. Ważny post po kilku dniach znika pod nowszymi materiałami, a klient musi przekopywać profil, żeby znaleźć cenę, zakres usługi czy formularz.
Strona przyjmuje ruch z tych kanałów. Pokazuje ofertę w logicznej kolejności, zbiera opinie i realizacje, odpowiada na pytania oraz prowadzi do telefonu albo formularza.
Układ jest prosty: social media przyciągają uwagę, a strona zamienia ją w uporządkowaną decyzję.
Co warto sprawdzić po tej historii?
Najpierw zabezpieczenia kont: silne, unikalne hasła, weryfikacja dwuetapowa, aktualna lista administratorów i rozsądne limity reklamowe. Nie zostawiaj dostępu osobom, które od dawna nie współpracują z firmą.
Potem własność domeny i serwera. Jeśli wszystko zakładał wykonawca sprzed lat, sprawdź dane abonenta i odzyskaj pełne dostępy, zanim pojawi się awaria.
Na końcu odpowiedz sobie na jedno pytanie: gdyby jutro zniknął główny profil społecznościowy, czy klient nadal znalazłby ofertę, opinie, realizacje i dane kontaktowe firmy?
Mojego klienta ta lekcja kosztowała pieniądze i kilka lat budowania społeczności. U Ciebie może skończyć się na jednym spokojnym wieczorze z porządkowaniem dostępu.
Warto zrobić to wcześniej. Tyle.
Własna strona to aktywum, którego nie zabierze Ci żadna platforma. Zobacz, jak wygląda kompletna strona internetowa dla firmy i jakie efekty przyniosła innym firmom.