10 sygnałów, że Twoja strona szkodzi Twojej firmie

Przed każdą rozmową z klientem robię research: strona, wizytówka Google, Facebook, konkurencja z okolicy. Kilkanaście firm tygodniowo. Od 9 lat, jakieś 70 stron rocznie.
I najczęstsza usterka, jaką w tym researchu znajduję, nie ma nic wspólnego z SEO ani z designem. To formularz kontaktowy, który nie działa od pół roku, bo ktoś zmienił hasło do poczty i nikt nie zauważył. Klient pisze, wysyła, dostaje zielony pasek „wysłano”. Wiadomość leci w kosmos. Właściciel siedzi i się zastanawia, czemu ze strony nic nie przychodzi.
A to nawet nie jest najgorszy punkt na tej liście.
Bo strona potrafi Ci nie tylko nie pomagać. Potrafi aktywnie odstraszać ludzi, którzy już byli gotowi do Ciebie zadzwonić. Dekarz, prawnik, gabinet medycyny estetycznej — branża inna, te same dziesięć rzeczy wraca.
Sprawdź swoją. Uczciwie.
1. Na telefonie wygląda jak wygląda
9 na 10 wejść na stronę jest dziś z telefonu. Jak strona się na nim rozjeżdża, trzeba ją pomniejszać i przewijać w bok, klient patrzy trzy sekundy i idzie dalej.
Znam mnóstwo ludzi po dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści lat, którzy nie mają w domu komputera. Bank, lekarz, zakupy, wszystko robią kciukiem. Jak u Ciebie tego nie da się zrobić kciukiem, to nie ma o czym rozmawiać. I się nie dziwię.
2. Powstała przy okazji i tak została
Strona zrobiona na kolanie przy rejestracji firmy, żeby była. Pięć lat później firma ma inne usługi, inny zespół, innych klientów. A strona dalej opowiada o firmie, której już nie ma.
Klient z reklamy albo z polecenia wchodzi sprawdzić, czy jesteście poważni. I widzi 2019 rok.
3. Ostatni wpis na blogu: trzy lata temu
Martwy blog szkodzi bardziej niż jego brak. Dlatego nie polecam zaczynać od bloga. Wszyscy mają chęć, kończy się na trzech artykułach.
Ale jak już go masz i ostatni wpis jest z 2022, to publiczny dowód, że strona nikogo w firmie nie obchodzi. Klient to widzi. Google też. Wtedy lepiej zakładkę zwyczajnie schować, niż trzymać trupa na widoku.
4. Zakładka „usługi” to lista od kropeczek
Klient nie wpisuje w Google „firma hydrauliczna”. Wpisuje „lokalizacja wycieku Łódź”. Nie masz podstrony, która na to odpowiada — dla wyszukiwarki jesteś o wszystkim i o niczym.
„Nasza firma z 20-letnim doświadczeniem w sposób profesjonalny i rzetelny realizuje następujące usługi:” i wyliczanka od kropeczek. Dla klienta to nic nie znaczy. Dla Google to nic nie znaczy. A czat, który dziś doradza Twoim klientom, nie ma z czego wyciągnąć ani jednego konkretu, więc poleci kogoś innego.
U klienta z Bielska zrobiliśmy osobną podstronę na każdą usługę w każdym mieście. 2 usługi razy 5 miast, czyli 10 obszarów widoczności. Część fraz już na pierwszej pozycji.
Usługa plus miasto. Każda ważna usługa ma swoją podstronę: co robicie, dla kogo, jak przebiega, ile kosztuje, dlaczego Wy. Tyle.
5. Same zdjęcia stockowe albo grafiki z AI
Zdjęcia z realizacji ma tylko ten, kto te realizacje faktycznie robi. Stock kupi każdy.
Uśmiechnięci ludzie w garniturach występują na pięciuset innych stronach. Klient ich nie widzi pierwszy raz i doskonale wie, co ogląda. Brak choćby jednego prawdziwego zdjęcia Ciebie, zespołu czy roboty czyta się jako: maskujemy się.
Prawdziwe bije piękne, nawet jak na zdjęciu jest syf i błoto. Zwłaszcza wtedy.
6. Nie wiadomo, gdzie działacie
Jedno zdanie o obszarze działania załatwia sprawę trzem odbiorcom naraz: „Działamy w Białymstoku i w promieniu 30 km”.
Bez niego klient z Knyszyna nie wie, czy dojedziecie. Google nie wie, komu Was pokazać. Czat nie wie, komu Was polecić.
Tylko bez przesady w drugą stronę. Stopka z pięćdziesięcioma miastami wieje black hatem i wygląda jak krowie na rowie. Nie ma fizycznej możliwości, żebyś pod jednym hasłem był pierwszy w całej Polsce. Lepiej zrobić dobrze pięć miast, w których naprawdę jeździcie na robotę.
7. Formularz wysyła w kosmos
Ten z góry. Sprawdź swój formularz. Dziś, nie w przyszłym tygodniu.
A jak działa, to sprawdź drugą rzecz: co klient widzi po wysłaniu. Zielony pasek „wysłano” nie mówi mu, kiedy oddzwonicie ani czy ktoś to w ogóle czyta. Jedno zdanie z terminem odpowiedzi robi tu więcej niż cały redesign.
8. Zero opinii, zero dowodów
Opinie i realizacje z konkretami przekonują zimnego klienta. To samo czyta AI, zanim Cię komuś poleci.
Masz 95 opinii w wizytówce Google, a na stronie ani śladu? Masz 70 opinii na portalu branżowym i nikt o tym nie wie? W porównaniu z konkurencją po prostu nie istniejesz, bo nie ma czego porównać.
I od razu: nie kupuj opinii. Skończy się banem wizytówki. Nie radzę, niezależnie od tego, czy się dogadamy.
9. Ceny? Tajemnica państwowa
Brak ceny to najczęstszy powód, dla którego ktoś wychodzi ze strony zamiast zapytać.
Wiem, że w Twojej branży „nikt nie pokazuje cen”. No właśnie. Dlatego ten, kto pokaże choćby widełki z gwiazdką „wycena indywidualna”, zgarnia punkty u klienta, u Google i u czata naraz.
Robiłem analizę firmy od przeprowadzek. Czat jej nie polecał między innymi dlatego, że nie pokazywała cen, a konkurencja pokazywała. Tyle wystarczyło.
10. Ktoś obcy grzebał w środku
Stara, nieaktualizowana strona to otwarte drzwi. Widziałem stronę gabinetu, do której ktoś się włamał i powciskał ukryte linki do mebli i RTV. Właścicielka dowiedziała się od osoby trzeciej.
Takie rzeczy zabijają zaufanie Google do domeny i dzieją się po cichu, latami. O tym punkcie prawie nikt nie wie, dopóki go nie dotknie.
Ile masz odhaczonych?
Strona ma być prosta, przejrzysta i czytelna. Widoczna, wiarygodna, wybieralna. Klient ma Cię znaleźć, uwierzyć Ci i wybrać. Wszystko wyżej to szczegóły tych trzech rzeczy.
1–2 punkty — da się załatać na istniejącej stronie.
3–5 punktów — rozmawiamy o przebudowie. Spokojnie: z zachowaniem adresów i historii w Google, żeby nie wyrzucić dorobku do kosza.
6 i więcej — to już nie jest strona, to jest kotwica. Ale nawet kotwica ma za sobą lata historii w wyszukiwarce, którą da się przekuć w przewagę, zamiast zaczynać od zera.
Kancelaria od szkód górniczych: nowa strona, miesiąc i 400% więcej zgłoszeń. Pomosty na Mazurach: 500 zapytań w dwa lata, zero reklam, sam organik.
Najczęstsze pytania
Da się poprawić starą stronę, czy trzeba robić nową? Do dwóch problemów z listy: łatamy istniejącą. Od trzech w górę zwykle taniej i szybciej wychodzi przebudowa. Przy przebudowie zachowuję adresy podstron i historię w Google, żeby nie stracić tego, co domena wypracowała przez lata.
Stracę pozycje w Google, jak przebuduję stronę? Nie, jeśli przeniesie się adresy i treść z głową. Historia domeny jest atutem, nie balastem. Traci ten, kto stawia nową stronę od zera i kasuje stare adresy.
Ile kosztuje strona? Baza 4000 netto za 5 zakładek. Każda dodatkowa podstrona 250 netto. Teksty w cenie. Ile zakładek, taki finalny koszt.
Ile trwa realizacja i kiedy płacę? 30 dni roboczych. Płatność po realizacji, nie biorę zaliczek. Tak działam od 9 lat.
Kto pisze treści? Ja. Pod SEO, pod AI i pod klienta. Wy tylko sprawdzacie merytorycznie. Duży ciężar z Was ściągam.
Czyja jest strona po zakończeniu? Twoja. Domena i serwer na Twoje dane. Nie chcę być właścicielem Twojej strony.
Chcesz, żebym przeszedł tę listę na Twojej stronie?
Zostaw kontakt. Zrobię research Twojej strony, wizytówki i konkurencji z okolicy, i odezwę się w ciągu 1-2 dni roboczych z konkretami: które punkty masz odhaczone i czy to łatanie, czy przebudowa.
Jak wyjdzie, że wystarczy poprawić dwie rzeczy, to tak powiem. Nie wciskam przebudowy komuś, kto jej nie potrzebuje.